Tak.. nadal pamiętam tamto 'nieopisywalne' uczucie... heh. Tym, którym spodoba się prezentacja wielkości wszechświata zapraszam do linka do oryginalnego wpisu na blog, gdzie gronostaj wrzucił w komentarze ciekawy odcinek xkcd. A tych, co interesują czarne dziury zapraszam do jego tematu na forum ;].
Kod:
Wielkość ma znaczenie. Pustka.. wszędzie. Mój podpis(sygna) tłumaczy wiele. Genialny cytat. Pamiętam dzień, w którym go ujrzałem. Pomyślałem:
'mądry cytat, walne na opis', a trochę później.. zrozumiałem znaczenie.
Wpis ten jest jakby wstępem do 'opowieści' wzorowanej tej gronostajowej o zmianach, które przeszedłem i co zauważyłem.
A stało się wiele. Lecz największym wstrząsem będzie chyba ten tutaj temat.
Oczywistym jest, że nie wytłumaczę wam mojej sytuacji dokładnie. Nie mogę.
Wielu powie, że to przez okres dojrzewania. Też tak wtedy myślałem. Możliwe, że to było to.
Ale nie były to moje filozofie o życiu, śmierci. Były o wszystkim. To było okropne.
Na wstęp co do wielkości wszechświata zaprezentuję małą, flashową stronkę:
http://uploads.ungrounded.net/525000/525...rse_ng.swf
Wg mnie, to jest genialne. Ale idziemy dalej.
Nawet jak obejrzeliście całe, nawet jak wam się spodobało, to jednak tylko stronka do przewijania. Tak pomyślałem i ja.
To może najpierw powiem co we mnie wzbudziło taki impuls, a potem będę o nim gadać, gadać i gadać. Ale dobrze, zdejmę ponad połowę tekstu z wpisu o zmianach ;].
Ostatnio brat mnie nakręcił, żebym mu zainstalował spore, bo kiedyś sam grałem(z ciekawości), no to przy okazji sobie też zainstalowałem. Ciekawa gierka o ewolucji i kosmosie. No i mi wróciło. Kosmos itd. A, że zawsze chciałem pograć w Mass Effecta, to pograłem(tam też all dzieje się w kosmosie i taka wielka zagadka jest). Pewnego ładnego dnia gram sobie, chociaż mam szlaban. Mama ma gościa w drugim pokoju, więc luzz jest. Ale nagle wchodzi, to na alibi alt+tab i na wikipedie sobie daję kosmos, wszechświat, ciemna materia, galaktyki, andromeda, wszystko. No i nagle..
'za około 3 miliardy lat(ziemskich) Droga Mleczna zderzy się z Galaktyką Andromedy' <-- ja na to 'super, jakaś wielka galakty...' i zrozumiałem. 3 miliardy lat. A co, jeśli nic nie ma? Wielkości w wszechświecie są wielkie. A co, jeśli jesteśmy jedyni? O, zgorsza, jeśli nie jesteśmy sami. A nawet jeśli, to możliwe, że nigdy ich nie spotkam, za daleko...
'patrząc na Andromedę(widać gołym okiem) patrzysz w przeszłość, ponieważ światło dociera z niej dopiero po 2,4 miliardach lat(teraz z pamięci daję, może być błąd xD)' i znowu się zauroczyłem. Ale nadal czułem strach. Szybko oglądam artykuły, które już czytałem. Ciemna materia, ciemna energia, kwazar, czarna dziura, zbiór galaktyk lokalnych. No i nagle muszę kompa wyłączyć. Ale nie poprzestałem na tym. Znalazłem co poważniejsze książki o kosmosie(atlasy i takie tam encyklopedie obrazkowe) i czytam. W szczególności o gwiazdach(Słońce straci całą energię i zgaśnie za około 5 miliardów(znowu z pamięci) lat- wiedziałem o tym od dawna, ale nawet jeśli, to co z tego, skoro za 2 zderzymy się z inną galaktyką...), czarne dziury(wielkie i tajemnicze)pulsary, kosmos i galaktyki. Układ słoneczny już mnie tak nie fascynował. Wykraczałem dużo ponad. Strach czy bóg jest czy nie ma, teraz objawił mi się w pełni. 2012 był niczym. Strach, że nic się wtedy nie wydarzy. Tak.. to było. Potem wreszcie uświadomiłem Sobie teksty, które miliardy razy czytałem. Dobra, nawet jak dolecimy do jakiejś czarnej dziury to co z tego? Nic. Nie będzie nas. Statek zniknie. Albo ludzkość nie będzie już dawno istnieć. NIC nie odkryjemy, bądź odkryjemy za dużo.
Teraz opiszę wam co było dalej, może tym sposobem zrozumiecie mój strach.
Przeczytałem. Wszystko. Włączam telefon i słucham muzyki. Zaczynam zasypiać. Myślę. Już przestaję słuchać albumami(jak lubię), a po prostu mijam lżejsze piosenki i jadę samym waleniem po uszach. Byle nie spać. Byle żyć. Myśleć. Nie wiem, czy bałem się, że to moja ostatnia noc. Czy, że stracę to uczucie. Ale strach był nieprzenikniony. Myśli mi wirowały, ale ja puszczałem coraz to mocniejsze kawałki( od dead by sunrise, przez linkina na metallice kończąc ^^). Nie spałem. Teraz nie wiem jak to opisać. To było okropne. Leżałem. Siedziałem. Nawet starałem się udawać gitarzystę(air guitar xD). Byle jakimś sposobem nie usnąć. Na niebie nie było gwiazd. Chmury. Żyłem, ale i wiedziałem, że co to za życie. Dobra, kocham kogoś. No i???
JESTEM NICZYM
Tak, nawet moja miłość stąd zniknie. Nie oszukają mnie, że zostawię po sobie pamięć. Jaką pamięć do cholery jasnej miałbym zostawić?
To była jedna z moich większych zmian. Czułem to. Myślałem. Chyba pierwszy raz byłem 'trzeźwy na umyśle'. Ale co z tego, skoro nic nie mogę.
Wszyscy w domu spali. Ja nie. Muzyka zaczęła mi wkradać się w umysł i nawet metal działał świetnie na usypianie. Myśli moje zaczęły się kłębić. Myślałem tylko:
'nie śpię, nie śpię',
bądź:
'jestem, jestem, jestem.. jest.. jes..'
dokładnie jak Artem z metra moskiewskiego w 2033 roku(Metro 2033, trafnie chyba to porównałem xD)
Moje pytanie co do istnienia wszechświata było niczym. Myślą, ot co. Małym wytworem umysłu, który nawet jak przelewam tutaj był niczym.
Czy doszedłem do wniosków? Pewnie nadal do nich dochodzę. Cały czas o tym myślę. Ale już nie tak. W dodatku możliwe, że oprócz próby utrzymania świadomości 'coś' jednak do mnie dotarło, w końcu wtedy, w tym stanie, w którym nie można prawie nic robić(usypiać, myśleć jednotorowo) wpadło mi do głowy porównanie z metrem. Jak? Nie wiem. Co, jeśli 'pod koniec' coś odkryłem? Nie wiem.
To najbardziej zapoczątkowało moje zmiany. Zgodzę się z gronostajem. Teraz sam muszę napisać o 'moich zmianach'. Wysuwam też, że.. czas na zmiany już był. Teraz przyszły tylko resztki. Czekajcie na nowy artykuł.
GLaDOS