Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
28-06-2015, 09:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-06-2015 09:27 przez Tomek.)
Post: #1
"Esej"

Łapcie fragment moich wypocinek. Dawno się nie zabierałem za takie pisanie, no ale wiedziałem, że kiedyś to nastąpi. Nie do końca wiem jak wyszło, bo nigdy jeszcze nie czytałem poniższego "eseju", bo bym się pewnie wkurzył mocno (jestem bardzo krytyczny w przypadku takich rzeczy :x), ale myślę, że nie jest źle. Miłego czytania Usmiech

PS. Lifeartist to nick, pod którym publikuję.

Jak żyć?


Za miesiąc z hakiem miną 4 lata od mojego pierwszego bodźca do zajęcia się filozofią życia. Od dłuższego czasu utrzymuję, że jak się w to raz wejdzie, to nigdy się nie uwolni.

Mimo wszystko nigdy nie podjąłem się próby odpowiedzi na powyższe pytanie, bo nie czułem się gotowy na to. Pewne rzeczy w życiu mają to do siebie, że trzeba do nich dorosnąć.

Oczywiście jestem tylko człowiekiem i w wielu rzeczach mogę się mylić (a co dopiero w takiej poważnej kwestii) tym bardziej, że w kwestii tego odłamu filozofii swoje przekonania zmieniałem bardzo wiele razy i pewnie jeszcze nie raz zmienię. Jednakże jestem przekonany, że są pewne rzeczy, którym nie jest daleko do miana "uniwersalnych" i to je postaram się wyłapać i zebrać w tym "artykuliku". Dla kogoś to mogą być oczywistości, ale z autopsji wiem, że ludzie mają problem z uświadomieniem sobie nawet oczywistych rzeczy.

*****

Czuję, że to bardzo ważny dla mnie "esej", więc chciałbym móc go komuś zadedykować, bo strasznie rzadko mam okazję dedykować coś komuś... Wobec tego całość dedykuję:
Mojej miłości życia, przyjaciółce i siostrze Zuzi, wspaniałej artystce, przyjaciółce i siostrze, którą również bardzo kocham Ani "Priim" (Zaciesz), mojemu największemu przyjacielowi, od którego się bardzo dużo nauczyłem i któremu zawdzięczam wiele - Jankowi (kocham Cię stary i już masz kurde lepsze staty ode mnie), nieżyjącemu już Bruce'owi Lee, którego życie i cytaty są dla mnie inspiracją i bardzo cenną nauką, oraz muzyce najwspanialszego zespołu na świecie - muzyce Metalliki.

Kocham, wielbię, miłuję i wszystko to, na co słowa są przerażająco bezsilne.

*****
Lifeartist

Egzystencja jest sztuką, a każdy kto uprawia sztukę jest artystą, więc co za tym idzie - wszyscy jesteśmy artystami. Sama sztuka jak już wspomniałem w poprzednim wpisie to forma samoekspresji. W tym momencie napotykamy podstawowe zasady, które są prawdziwym skarbem dla mnie. Po pierwsze spróbujmy potraktować życie jako swoje dzieło, a sami bądźmy artystami. Przyrównajmy to np. do tworzenia obrazu - niech każda linia, którą wykonujemy będzie idealną - przecież zależy nam, żeby wyszło jak najlepiej. Wkładajmy w to serce. O tak. Tak często się słyszy o "wkładaniu w coś serca", a mało kto przywiązuje do tego należną uwagę. To jest pierwsza zasada życia na sto procent - wkładanie w nie serca.

"Człowiek jest tylko sumą oddechów" ~Sidney Polak

Niech każdy Twój oddech, każda sekunda będzie okryta złotem. To oczywiste, że nikt nie jest w stanie w ten sposób przeżyć całego swojego życia od początku do końca. To jest doskonałość, a nikt nie jest doskonały. Tylko kto nam zabronił dążyć do doskonałości? Odpowiem Wam: nikt. Czy warto? Dobrze wiecie.

„Nie zawsze pisane jest osiagniecie celu, czasem służy on tylko jako wytyczna do podążania” ~Bruce Lee

Skoro cały czas mowa o formie samoekspresji to nie mam prawa zapomnieć o hmm... dajmy na to drugiej części pierwszej zasady życia. To ma być SAMOekspresja. Czujecie ten przedrostek? Niech nasze egzystencje będą NASZYMI dziełami, a nie rodziców, znajomych, przyjaciół, społeczeństwa, czy kogokolwiek. Jaki artysta pozwoli ingerować w jego twór? Oczywiście tak samo jak w poprzedniej kwestii dotyczącej maksymalnego wykorzystania danego czasu - nie jesteśmy w stanie w 100% być sobą. To przykry fakt, z którym musimy się pogodzić, ale którego nie możemy zostawić samemu sobie. Dążmy w dalszym ciągu do doskonałości - zastanówmy się ile jest nas w nas, ile jest nas w tym co nasze?

*****

Teraz porywam się na bardzo głębokie wody i naprawdę nie wiem czy podołam.

Dawno dawno temu z wielu przyczyn (moim zdaniem sporo z nich jest mniej kolorowych niż się wydaje) powstało coś takiego jak wartości życiowe. Ich wysokie znaczenie dla wielu z nas pozostało do dziś, co mnie wcale nie dziwi tym bardziej, że niektóre zostały nawet spisane w powszechnie znanym (przez miliony ludzi na pamięć) "Dekalogu". Jak już tutaj zabrnęliśmy, to można uznać, że siedzą też w spisie grzechów głównych i wielu wielu innych. Wszyscy też pewnie znamy popularne "Bóg, Honor, Ojczyzna", które po przetłumaczeniu na nasz temat by wyglądało "Pobożność, Honor, Patriotyzm" czy coś w tym stylu.

Nie chce nikomu w tym momencie nic narzucać, ani nikogo obrażać, ale moim zdaniem posiadanie takich wartości (nie mowa o tych konkretnych podanych wyżej) dla człowieka w pewnym sensie jest zbędne. Sęk w tym, że mowa tutaj o ludziach z silnym charakterem. Z czego to wynika? Może zacznijmy od powodów, dla których posiada się wartości. Chyba takim głównym jest fakt, że lubimy iść na łatwiznę. W tym przypadku po prostu posiadanie czegoś takiego jest niczym swego rodzaju instrukcja działania. Niestety większość takich "instrukcji" (o ile nie wszystkie) ma baardzo daleko do uniwersalności szczególnie, że często wszystko zależy od tego jak się na to spojrzy. Może to być ciężkie do zrozumienia, więc postaram się dać przykład.

Honor i dobro. Postarajcie się nie brać tego aż tak do siebie, bo chcę dać tylko zarys czegoś, a nie twardy fakt. Człowiek, który jest tylko honorowy i ta wartość jest dla niego najważniejsza (przyjmijmy, że jedyna) powinien dotrzymywać słowa. Niestety nadażyła się sytuacja, kiedy dał komuś słowo i nagle (na przykład) dzieje się coś co wymaga nie dotrzymania tego słowa. Może to być np. sytuacja, w której chodzi o czyjeś życie. Jeżeli nie dotrzyma słowa to uratuje komuś skórę, ale strasznie skrzywdzi osobę, której dał słowo (TO TYLKO PRZYKŁAD). Jednakże najważniejszy jest dla niej honor, więc wiadomo co zrobi. Z kolei osoba, dla której najważniejsze jest dobro, to teoretycznie powinna nie dotrzymać słowa. W obu sytuacjach mamy teoretycznie konflikt tragiczny, jednakże te osoby wcale nie miały problemu z decyzją dzięki ułatwieniu jakim jest posiadana przez każdą z nich wartość.

W tym miejscu jeszcze chciałbym coś wtrącić - przepraszam wszystkich bo to może komuś przeszkadzać, ale ja często do meritum dochodzę bardzo małymi kroczkami, bo inaczej jestem naprawdę ciężkim do zrozumienia człowiekiem.

Ktoś mógłby tutaj wtrącić, że to wyjątkowy przykład i że to się rzadko zdarza. Jak dla mnie takich sytuacji z wewnętrznym konfliktem wartości jest całe multum, więc absolutnie się z tym nie zgadzam. No ale na czym polega haczyk? Polega on na tym, że języki, które stworzyli ludzie, a konkretnie wyrazy są wysoce niedoskonałe i trzeba to sobie bardzo poważnie wbić do głowy. Słowa są po prostu czymś co ma nas jako tako naprowadzić na coś. I tylko tyle. Ten fakt przerażająco wpływa na całą istotę wszelkich wartości od tych najpiękniejszych po najbardziej błahe.

Jakie jest zatem rozwiązanie?

Po pierwsze musimy się nauczyć myśleć nieszablonowo. To może być bardzo trudne dla człowieka z zasadami (czyli wartościami wg. mnie) ale myślę, że tylko Ci najbardziej otwarci, którzy to czytają dobrnęli do tego momentu. No a skoro już tu jesteśmy, to przekażę Wam klucz do sukcesu, ale Wy musicie trafić w zamek, przekręcić i otworzyć. Zatem moja druga zasada życia to cytat wspaniałego człowieka i artysty - Antoine'a de Saint Exupéry'ego (ciekawe czy wiecie skąd te słowa pochodzą?):

"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu."

W tym momencie i w tej kwestii już nikogo nie zamierzam prowadzić za rękę - do reszty musicie dojść sami, a wiem, że potraficie, bo jesteście wspaniałymi artystami. Proszę tylko abyście pamiętali, że powyższy cytat oczywiście nie odnosi się tylko do wartości. Odnosi się do wszystkiego.

*****

Wypisałem już dwie zasady, więc przydałaby się jeszcze trzecia. Myślę, że mam na to miejsce coś, co pasuje jak ulał. Z pewnością wiele osób zdziwi się dlaczego dopiero teraz o tym piszę, ale coś Wam powiem - nie ma znaczenia, która zasada jest pierwsza, która druga, a która trzecia. Nie robię tutaj podziału jakiegoś ścisłego na wagę danej wytycznej, bo takie klasyfikacje nie mają sensu.

Zasada ta trochę wiąże się z pierwszą (jest dla niej swego rodzaju uzupełnieniem), ale absolutnie muszę ją napisać osobno, więc tak też uczynię...

Chodzi po prostu o to by robić to co się kocha. Kochać to kolejne bardzo ciężkie słowo, bo w tym przypadku chciałbym żebyście wrzucili je do jednego worka z wyrazem "lubić". Prawdę mówiąc myślę, że lubienie czegoś, to po prostu takie słabsze kochanie czegoś. W dalszym ciągu mamy ten pierwiastek miłości i należy o tym pamiętać.

Czym tak naprawdę jest robienie tego co się kocha? To jest jedna z najbardziej indywidualnych kwestii i największym błędem, który na tym etapie możecie popełnić jest przypisanie ów zwrotu do pasji, hobby etc. Mówiąc o robieniu tego, co się kocha mam na myśli dosłownie wszystkie możliwe kategorie (tutaj daje Waszym wyobraźniom pole do popisu). Być może lepiej to da się określić mówiąc po prostu - żyjcie jak chcecie, albo jeszcze lepiej będzie jak posłużę się po raz kolejny cytatem do sformułowania zasady. Tym razem będzie to Metallica w utworze "Escape":

"Life is for my own to live my own way"

W tym momencie nie widzę sensu pisania czegokolwiek więcej. Jeżeli znacie siebie dość, żeby określić co kochacie w życiu, jaką ścieżkę chcecie obrać - to jesteście wielcy. Jeżeli jednak nie wiecie, to gwarantuje, że się dowiecie, bo po raz kolejny powtarzam: jesteście wspaniali. Odnajdźcie siebie, poznajcie, a co potem to na pewno będziecie wiedzieć.

*****

Czas na podsumowanie. Niestety troszkę w toku pisania chyba zmieniłem styl, co mi się bardzo nie podoba, ale już nie będę nic zmieniał, bo tylko pokomplikuję. Cały ten "esej" (cudzysłów jest niezbędny, bo to nie jest prawdziwy esej, a nie mam innej nazwy) średnio mi się podoba, wiem że umiem to napisać lepiej, ale z drugiej strony chyba to by już nie był taki krótki tekst, ale naprawdę książka. Z drugiej strony chyba nie umiałbym napisać książki, bo jestem za bardzo psychiczny, chaotyczny etc. Generalnie chciałbym to wszystko ująć w jednym prostym wierszu, ale na razie jestem za słabym pisarzem na to, a temat jest zdecydowanie zbyt ciężki, więc wybaczcie mi.

Co nie zmienia faktu, że i tak napiszę ten wiersz jaki zły by nie był.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
28-06-2015, 18:20 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-06-2015 18:21 przez Bartek8.)
Post: #2
RE: "Esej"

Moim zdaniem wiele z tego co napisałeś to rzeczy oczywiste, takie który wszyscy (którzy chociaż odrobinę interesują się życiem) wiedzą. Oczywiście nie mam na myśli, że to coś złego. Z wieloma aspektami się z Tobą zgadzam, i rozumiem. Też mam zbyt chaotyczny umysł, i prowadzę podobne zapiski, o mniej lub bardziej oczywistych kwestiach, żeby po prostu to sobie uporządkować. Tylko ja raczej tego nie publikuje, bo to zbyt subiektywne - chociaż czasem w komentarzach z nich korzystam.

- "nie jesteśmy w stanie w 100% być sobą." - Moim zdaniem każdy jest w 100% sobą. Jeżeli ktoś kogoś udaje, to po prostu według mnie ma idiotyczny zwyczaj naśladowania, ale nawet to go kształtuje, taki jest jego charakter. Jeżeli zachowujemy się inaczej w pewnym towarzystwie - to też 100% my, tylko, że dostosowani do sytuacji. Kogoś cechą może być, że w towarzystwie zachowuje się całkowicie inaczej niż samemu - i to jest jego całokształt.

- co do wartości honoru - ja to pojmuję trochę inaczej. Być honorowym człowiekiem to tak jak piszesz między innymi dotrzymywać słowa. Ja na przykład uważam, że to jedna z najważniejszych wartości i rozumiem, że honor, tak jak każda inna wartość powinna ustąpić w kryzysowej sytuacji, większemu dobru. Jeżeli ktoś zrobi inaczej to już nie jest człowiekiem honorowym, tylko kimś nadhonorowym, który myśli, że jeżeli wyznaje tą cnotę, to nie patrząc na nic, trzeba się jej zawsze trzymać i już. Jest całe mnóstwo wartości, które są dla nas najważniejsze, ale z drugiej strony jest wiele sytuacji, w których wartości te się nie sprawdzają, nie dlatego, że tak dla nas będzie lepiej, tylko dlatego, że są zwyczajnie bez sensu. Idąc takim tokiem myślenia, prawie nikt nie wyznaje życiowych wartości. Tak więc nie zachowując się honorowo w kryzysowej sytuacji w której istnieje większe dobro, wcale nie przestajemy być honorowi. Wartości to po prostu wybrane szablony (może nie takie po prostu, bo warto o nie walczyć) których na codzień warto się trzymać, czasami pomagają w trudnych sytuacjach, a czasami wręcz przeciwnie. Mi ułatwiają życie, a w razie konfliktu tragicznego zawsze można pomyśleć nieszablonowo. (i nie mam na myśli tu hipokryzji - hipokryzja byłaby wtedy kiedy byśmy zmieniali wartości tylko i wyłącznie dla własnych, cynicznych korzyści) Takie jest moje zdanie.

Jak żyć. Tutaj http://www.tekstowo.pl/piosenka,kudlacz,w_zagle.html jest część mojej recepty na życie, więcej mam w swoich notatkach, a niektóre wskazówki wymieniłeś w swoim eseju.

youtube.com/wavru7
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
 Podziękowali: Tomek
28-06-2015, 19:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-06-2015 19:05 przez Tomek.)
Post: #3
RE: "Esej"

Co do bycia sobą, to oczywiście masz rację, ale mi bardziej chodziło o przesadne absorbowanie czegoś co nas nie charakteryzuje, lecz kogoś innego (oczywiście to jeden z przykładów). Skoro tak to odebrałeś, to oczywiście wina leży po mojej stronie.

Co do wartości to hmm... myślę, że w tym wypadku nasze systemy się nie gryzą - ja po prostu to co ma się z wartości staram się osiągnąć w inny sposób.

Niestety największy moja wada w pisaniu jest taka, że ja po prostu nie umiem pisać (mam na myśli, że po prostu często nie umiem wyrazić tego co chcę). No ale trening czyni mistrza Usmiech

@Edit: A co do oczywistości tego co napisałem, to zdaję sobie z tego sprawę od samej chwili, w której postanowiłem to zrobić. No i tak jak napisałem - niektórzy ludzie mają problem nawet z takimi rzeczami, a nawet ja czasami nie umiem sobie uporządkować w głowie prostych rzeczy. To był jeden z bodźców do eseju - próba uporządkowania sobie myśli.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
28-06-2015, 21:14
Post: #4
RE: "Esej"

Ponieważ wyczuwam takie rzeczy na odległość, to od razu rzuciło mi się w oczy typowo katolickie spojrzenie na "niedoskonałość" człowieka. W moim rozumieniu "jesteśmy niedoskonali" = "jesteśmy nie do końca dobrzy" = "bywamy grzeszni". Jako taoista uważam, że zarówno dobro jak i zło razem tworzą całość. Jedno nie może istnieć bez drugiego. Człowiek jest połączeniem tych dwóch pierwiastków i to tworzy głębię, bez tego nie miał by osobowości i na tym właśnie polega jego doskonałość...

Fajny tekst, napiszę więcej, kiedy znajdę odrobinę czasu Usmiech

Nigdy nie pozwól Wiedzy stanąć na drodze do Prawdy!
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
28-06-2015, 23:47
Post: #5
RE: "Esej"

@Istota, ciekawe spostrzeżenie z tą doskonałością człowieka.

youtube.com/wavru7
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
29-06-2015, 08:36
Post: #6
RE: "Esej"

Też mnie to zaciekawiło, a sam taoizm zawsze lubiłem z tego co pamiętam, ale już nic mi w głowie nie zostało o tym systemie Zaciesz No ja akurat jestem zdania, że nie ma ludzi złych, bo nie wierzę jakoś w zakorzenione w człowieku zło pierwotne, aczkolwiek nie trzymam się tego rękami i nogami. Chętnie podyskutuję.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

Wróć do góryWróć do forów